"A serce, a co z sercem?
A niech tam sobie boli!"
(Magda Czapińska)
Co poza złamanym i zacerowanym sercem? Ano pakuję do pieca nowości i zagryzam paluchy. Bo testuję kolejne gliny i kolejne szkliwa.
Tak mniej więcej wygląda mój piec po skończeniu wypału, kiedy otwieram drzwi. Chociaż robiłam to już wiele razy, za każdym razem jest to dla mnie ekscytujący moment. W piecu wszystko jest rozgrzane do białości. Przez szpary między cegłami szczególnie figurki ceramiczne wyglądają niesamowicie, jak przeźroczyste duchy. Jak ktoś chce to zobaczyć na żywo, zapraszam do siebie na otwieranie pieca! :)
Tak zaś mniej więcej wyglądają sterty świeżo ulepionych wisiorków, kolczyków i tego,co mi wpadnie akurat do głowy.
Na tym etapie glina jest bardzo krucha i często kończy tak, jak jeden z wisiorków poniżej. Wisiorek pół biedy, ale kiedy rozlatuje mi się w rękach duże naczynie, albo figurka, to wtedy się z lekka .... denerwuję.
Aha, sobie przypomniałam o czymś. Ponieważ wiem, że nie wszyscy zorientowali się, gdzie się podziały moje frywolitki (bo przecież mało, ale jednak nadal je robię), to uprzejmie donoszę, że frywolitki siedzą grzecznie na oddzielnym blogu. Zapraszam!
A niech tam sobie boli!"
(Magda Czapińska)
Co poza złamanym i zacerowanym sercem? Ano pakuję do pieca nowości i zagryzam paluchy. Bo testuję kolejne gliny i kolejne szkliwa.
Tak mniej więcej wygląda mój piec po skończeniu wypału, kiedy otwieram drzwi. Chociaż robiłam to już wiele razy, za każdym razem jest to dla mnie ekscytujący moment. W piecu wszystko jest rozgrzane do białości. Przez szpary między cegłami szczególnie figurki ceramiczne wyglądają niesamowicie, jak przeźroczyste duchy. Jak ktoś chce to zobaczyć na żywo, zapraszam do siebie na otwieranie pieca! :)
Tak zaś mniej więcej wyglądają sterty świeżo ulepionych wisiorków, kolczyków i tego,co mi wpadnie akurat do głowy.
Na tym etapie glina jest bardzo krucha i często kończy tak, jak jeden z wisiorków poniżej. Wisiorek pół biedy, ale kiedy rozlatuje mi się w rękach duże naczynie, albo figurka, to wtedy się z lekka .... denerwuję.
12 komentarze:
Kiedyś przyjadę, zobaczysz.
Choć nie widok pieca przyciągnie mnie najsilniej.
Pozdrowienia!
Alicjo, wiem, pamiętam i czekam! Wierzę, że się nam takie spotkanie uda. :)))
Precyzyjna i krucha zarazem praca. Podziwiam Twoje umiejętności i cierpliwość.
Robią wrażenie te "wypały"! Ogłaszam Cię Ceramiczną Mistrzynią :)
Wszystko cudne!Tylko....gdzie są kubeczki ? :(
Tojav, dzięki! :)
Eguniu, oj, bo jak tu jaki mistrz zajrzy, to pęknie ze śmiechu ze mnie. ;)
Trilli, kubeczki - dwa niedopalone, czekaja na ponowny wypał, kilka biskwitów czeka na szkliwienie i wypał. Problem jest taki, że te gliny wymagają różnych temperatur i zawsze muszę jednego rodzaju nazbierać na cały piec. No i przez to mi się terminy poobsuwały. Do tego jeszcze zimna zimna nie pozwalała mi ostatnio dogrzac pracowni. No i tak wyszło. Przepraszam najmocniej! Wiem, że czekasz.
Nie przepraszaj :))) Chcę żebyś wiedziała że czekam :)
słodkie, choć złamane, serducho :)
Piękne rzeczy robisz aż lżej na duszy jak człowiek sobie popatrzy.A piec robi wrażenie br....Pozdrawiam Ewa
ten moment niepewności i ciekawości co wyjdzie z pieca zawsze jest ekscytujący :)
Co tu pisać...gęba sama się cieszy na widok Twoich prac
Dobrze, ze pozszywalas to serducho , gdyby nie to zostaloby takie zlamane, hm
Pozdrawiam
Prześlij komentarz