23.2.13

Śniło mi się raz we śnie... I dostałam prezent!

Taki prezent, że hej! I chociaż się go spodziewałam, to i tak zaskoczona byłam ogromnie! Ale po kolei.

W 2009 roku na forum Kołderek za jeden uśmiech (udzielałam się tam przez ładnych parę lat, będąc mocno zaangażowana w ów projekt od jego początku) kołderkowe ciocie zapragnęły raz zrobić coś dla siebie. Wymyśliły patchworkową zabawę "W koło Macieju". Polega to na tym, że skrzykuje się kilka osób, każda z nich szyje początek swojego patchworka i wysyła do kolejnej osoby z grupy. Każda z nich doszywa kolejny kawałek patchworka, aż powstanie całość, a każdy wędrujący między nimi patchwork będzie miał doszyty kawałek od każdej z nich.
Ze względu na nawał obowiązków i problemów, jakie wtedy na mnie spadły, musiałam zrezygnować zarówno z udziału w kołderkowym projekcie, jak i z szycia "W koło Macieju". Kiedy jednak napisałam na forum, że muszę się wycofać z zabawy, dziewczyny zaskoczyły mnie ogromnie, bo napisały, że one nie tylko uszyją kawałki za mnie, ale i skończą mój patchwork! Czy muszę dodawać, że się wtedy zwyczajnie popłakałam ze wzruszenia? I dalej coś mnie ściska za gardło, gdy sobie to przypominam. Dziewczyny, jesteście kochane! :)))

Dzisiaj obfotografowałam swój patchwork ze wszystkich stron.



Pierwszy kawałek, czyli środkowy kwadrat z bukietem kwiatków uszyłam sama. Kolorystyka miała być taka, jak w moim uszytym dawno temu bargello, które sobie nazywam "Zaorane pole pijanym traktorem". Po wysłaniu swojego kawałka do Grażki, nie widziałam go aż do samego końca.



Tytuł mojego patchworka to