Życie zaczyna się po czterdziestce. Złośliwi twierdzą, że po czterdziestce to ono się zacina. I po czterdziestce człowiek zaczyna się dowiadywać, że ma różne organy. Na przykład nerki. Oj, mam nerki! Dwie! I biodra mam. Zwłaszcza lewe. Przypomina mi o sobie co rusz. Mam też ścięgno palca serdecznego prawej ręki. Mam też łokieć, chociaż lekarz twierdzi, że łokieć to akurat nie mój, tylko tenisisty. Do chrzanu z takim łokciem! Mówię Wam! Mój by mnie tak nie bolał. :> Swoją drogą ciekawe, gdzie się podział mój koroneczkowy łokieć. Hę? Ów tenisista mi go drapnął? ;>
Jaka zatem rada na te wszystkie organy? Ano jakieś terapii trzeba. Najlepiej takiej, przy której zapomina się o wszystkim.
I raz, i dwa, i trzy, pikotek,
i raz, i dwa, i trzy, pikotek...
Jak liczenie baranów, a myśli sobie płyną powoli...
A serce? A co z sercem? A niech tam sobie boli*...
Wachlarzyki w ostatnim rzędzie to wynik usiłowania zrobienia jednej gwiazdeczki Renulkowej. No, nijak ja ze schematów nie umiem robić. Zawsze mi coś całkiem innego wyjdzie. 
Jaka zatem rada na te wszystkie organy? Ano jakieś terapii trzeba. Najlepiej takiej, przy której zapomina się o wszystkim.
I raz, i dwa, i trzy, pikotek,
i raz, i dwa, i trzy, pikotek...
Jak liczenie baranów, a myśli sobie płyną powoli...
A serce? A co z sercem? A niech tam sobie boli*...
Frywolitkowa Serwetka Terapeutyczna
w skrócie FeST
Z błędem. Na dowód, że ręcznie uczyniona. I ku przypomnieniu, że tylko Pan Bóg jest doskonały**. w skrócie FeST


