Pokazywanie postów oznaczonych etykietą toczenie na kole garncarskim. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą toczenie na kole garncarskim. Pokaż wszystkie posty
18.3.16
31.7.15
Krzywo, ale własnoręcznie
Zanim sama nauczyłam się toczenia na kole garncarskim, miałam okazję parę razy spróbować tej sztuki na pokazach. Tylko wtedy zawsze mnie irytowało, że tamci garncarze w większości ledwo dali dotknąć gliny, a właściwie cały garnek utoczyli sami. W ogóle nie cierpię, jak ktoś mnie uczy czegokolwiek i zamiast pozwolić mi na własne błędy, wyrywa mi "zabawki" z rąk ze słowami: "daj, to nie tak się robi, jak ci pokażę!" Grrr! To ja już wolę być samoukiem.
Dlatego teraz, jak sama prowadzę warsztaty, czy pokazy to chętnym spróbowania tej fascynującej sztuki pozwalam na jak najwięcej samodzielności. I to nic, że naczynia czasem się krzywią, czasem nabierają dziwnych kształtów, czasem zamiast dużego wazonu wychodzi kieliszek na jajka (bo przecież nie do wódki) Ważne, że każdy odchodząc od koła z własnym naczyniem, może powiedzieć: to ja sam zrobiłem!
A Wy jak wolicie się uczyć? Z nauczycielem, czy bez?
Wczoraj takie właśnie warsztaty prowadziłam w Zielonej Górze na Folkojarmarku. Było wietrznie i chłodno, ale twórczo i radośnie. Dzieci małe i duże nie pozwoliły mi ani na chwilę przerwy. :)
Dlatego teraz, jak sama prowadzę warsztaty, czy pokazy to chętnym spróbowania tej fascynującej sztuki pozwalam na jak najwięcej samodzielności. I to nic, że naczynia czasem się krzywią, czasem nabierają dziwnych kształtów, czasem zamiast dużego wazonu wychodzi kieliszek na jajka (bo przecież nie do wódki) Ważne, że każdy odchodząc od koła z własnym naczyniem, może powiedzieć: to ja sam zrobiłem!
A Wy jak wolicie się uczyć? Z nauczycielem, czy bez?
Wczoraj takie właśnie warsztaty prowadziłam w Zielonej Górze na Folkojarmarku. Było wietrznie i chłodno, ale twórczo i radośnie. Dzieci małe i duże nie pozwoliły mi ani na chwilę przerwy. :)
20.6.15
Coś ostatnio kręcę...
Najbardziej lubię kręcić bez konkretnego celu. Tak wrzucić na koło klus gliny i formować go w górę i w dół, na boki i do środka, aż glina całkiem rozmoknie i klapnie. To właśnie takie kręcenie zafascynowało mnie lata temu, gdy zobaczyłam na jakimś pokazie, co wyprawiał pewien garncarz z kawałkiem gliny. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że taki kawałek gliny to się fachowo klus nazywa. I że glinę najpierw trzeba urobić, potem rzucić na koło, wycentrować, wyciągnąć ścianki i takie tam... Aż w końcu walnąć otwartą dłonią w garnek z góry i zrobić z niego placuszek. Kiedyś to nagram. :)))
Tymczasem prezentuję pierwszy filmik.
Subskrybuj:
Posty (Atom)